Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
bientotlete_-2

15.12.2012
sobota

Bientot l’ete – nie-gra

15 grudnia 2012, sobota,

Dawno, dawno temu, przed inwazją wielkich marketów, pewien właściciel magicznego sklepiku z muzyką witał stałą klientkę rytualnym pytaniem: „tym razem coś normalnego czy jak zwykle… wynalazki?” Oczywiście wolałam „wynalazki” – mało znane, nietypowe, eksperymentalne, poszukujące, których nie uświadczysz na listach przebojów. Redakcja Technopolis już nawet nie pyta. Korzystając z Jej gościnności, pozwolę sobie opowiedzieć Państwu o czymś, co grą z pewnością nie jest. I nie chce nią być. Programowo. Nie znalazło jeszcze odpowiedniej nazwy, ale wygląda mi na interaktywną odmianę sztuk wizualnych. Dopóki eksperci nie wydadzą oficjalnego komunikatu w tej sprawie, pozostaje nam zdać się na własną intuicję.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, a może nawet szokuje, to minimalizm. Nie dość, że jak nas uprzedzono na wstępie, nie ma tu rozgrywki ani fabuły, brak wyzwań i celów, to właściwie… prawie nic nie ma. Tylko plaża, szum morza, nastrojowe dźwięki w tle i strzępki rozmów wyrzucane przez fale na brzeg (Plaża, dzika plaża, morze dookoła; z wysokiego brzegu wieczór mewy woła…) . Czytelnicy zapisków twórcy będą wiedzieli, że to skutek stopniowego pozbawiania projektu elementów zbędnych na różnych etapach jego powstawania. Dążenie do ascezy zaowocowało szlachetną w swej prostocie formą, na której, nie mając wiele do roboty, musimy się skupić, a wówczas nie sposób nie dostrzec jej piękna. Początkowo najbardziej mnie zajmowała zabawa w tworzenie zrzutów ekranu: kadrowanie, ustawianie modela, regulacja oświetlenia, dobór filtrów barwnych, bo na tym między innymi polega tu interakcja. Nieposłuszna zaleceniom autorów, miałam w tym pewien cel: stworzenie (to ja tworzę?) obrazu, jaki chciałabym sobie powiesić na ścianie.

Później pochłonęły mnie igraszki z tekstem, bo głównym tworzywem Bientôt l’été (Wkrótce lato) pozostaje słowo. Auriea Harvey i Michael Samyn ze studia Tale of Tales najwyraźniej ulegli fascynacji twórczością Marguerite Duras – francuskiej pisarki, reżyserki oraz autorki scenariuszy. Nawet jeśli zaczerpnięte z jej powieści frazy ukazują się na ekranie losowo, często właśnie dzięki przypadkowi współgrają i tworzą w miarę spoistą wypowiedź. W tym szaleństwie musi też tkwić pewna zaprogramowana metoda, bo w kolejnych scenach nastrój się zmienia, morze przynosi słowa świadczące o ewolucji uczuć i napięciu w związku. Mimo niedopowiedzeń i braku fabuły całość nieuchronnie zaczyna się układać w historię pewnej znajomości (morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew…).

Jest kilka opcji wyboru języka napisów, ale podstawę stanowi tekst francuski i w tym języku odczytuje go Kobieta lub Mężczyzna. Po francusku? Jakby Tale of Tales nie byli i bez tego dość artystowscy – powie ktoś. – Brakuje tylko, żeby zaczęli sączyć wino i palić „galuazy”. –  A jakże, przyjdzie i na to pora, gdy przeniesiemy się do wnętrza plażowej kafejki. Czeka tam coś, co współcześnie określa się jako symulator randki, a starszym przypomni pewnie karciany flirt towarzyski.  Zapamiętane z plaży słowa posłużą tu za budulec dialogów, tworzonych w trakcie symulacji komputerowej lub połączenia internetowego z przypadkowym partnerem. Można też umówić się z kimś bliskim, uzgadniając hasło. Na tym etapie zebrane frazy mają szansę doprecyzować swoje znaczenie, w zależności od dynamicznie kształtującego się kontekstu.  Przekonamy się, czy rozmowa z człowiekiem okaże się bardziej ekscytująca niż symulacja, czy raczej boleśnie uświadomi nam niemożność porozumienia.

Wewnątrz budynku słychać wyraźnie, że lektorzy podają tekst niczym suflerzy, nie obarczając go balastem interpretacji. Ich pozbawione emocji głosy kontrastują z tematyką miłości i rozpaczy, tęsknoty i namiętności. Kontrast wydaje się zamierzony; to nam pozostaje wypełnić formę treścią lub emocją, o ile poczujemy potrzebę takiej interakcji. Dysonansów można doszukać się więcej. Dla współczesnego odbiorcy stanowi go styl wypowiedzi czy choćby fakt, że Kobieta i Mężczyzna nie są nawet po imieniu. Grając po angielsku, można nie zdawać sobie sprawy, że forma „you” wcale nie oznacza tutaj „ty”, co widać w innych wersjach językowych. Polskie „Pan/Pani” czy hiszpańskie „Usted” w kontekście rozmowy o uczuciach mogą wydawać się nienaturalne, podobnie jak zwroty bezosobowe („Proszę odejść”). Ta literacka sztuczność czy nieporadna staroświeckość to z jednej strony próba oddania swoistości oryginału, z drugiej rodzaj żartobliwej stylizacji językowej. Autor twierdzi nawet, że używanie form grzecznościowych w sytuacjach intymnych jest po prostu seksi. Cóż, chyba coś w tym jest…

Pomimo niewątpliwych aspiracji artystycznych i lekkiej skłonności do afektacji, Bientôt l’été  wcale się nie puszy, a czasem przymruża do nas oko, nawiązując wyraźnie do kultury popularnej. Wystarczy wrzucić grosik do grającej szafy w kawiarni, by posłuchać piosenek z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych; nie tylko poetyckich interpretacji Juliette Greco czy Jeanne Moreau, lecz także popularnych przebojów Joe Dassina i Christophe’a. Dla nas ich odpowiednikami mogą być cytowane wyżej „Historia jednej znajomości” czy „Spacer dziką plażą”. Brzmią dziś tak samo niemodnie i sentymentalnie, ale również mówią o uczuciach, choć innym językiem i w odmiennej estetyce.

Koncepcja „notgames” (nie-gry) zrodziła się z zaprzeczenia, buntu wobec krępujących artystyczny rozwój gier wideo ograniczeń, podobnie jak przed laty awangardowa antypowieść wyrosła z podważenia tradycyjnych reguł literackich, kwestionując fabułę i strukturę postaci, przedstawiając subiektywną, zmieniającą się rzeczywistość. Bezpośrednią, choć luźną inspiracją najnowszego projektu ToT była powieść Duras pt. Moderato Cantabile, przeniesiona później na ekran przez Petera Brooka. Pisano kiedyś, że to „pasjonujący film o niczym”, w którym właściwie nic się nie wydarza, za to po mistrzowsku odmalowane są drgania nastroju i falowanie uczuć. Tale of Tales próbują chyba osiągnąć podobny efekt, wykorzystując środki współczesnego medium. Jak to zwykle bywa z twórczością eksperymentalną, publiczność zapewne podzieli się w opiniach, czy ich próba okazała się bardziej „pasjonująca”, czy bardziej „o niczym”.  A może wystarczy uznać to doświadczenie za relaksujące, niemal terapeutyczne, dostarczające estetycznych doznań i poruszające wyobraźnię. Ciekawe, jak odebrali je sami autorzy i w którą stronę podążą dalej. Zechcą łamać kolejne bariery czy podobnie jak nasze awatary poczuli już opór wirtualnej ściany?

Nadeszła zima. Wkrótce lato.

Tetelo

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Kiedyś, w latach 90 Peter Gabriel stworzył nie-grę Eve. Przepiękna. Szkoda, że to nie działa na obecnych komputerach.
    Bientôt l?été kupiłem, zobaczymy.

  2. ciesze sie, ze intelektualne call of duty znowu sie melduje 😉
    – zadowolony @byk

  3. Przewrotne, ale miłe, byku.

css.php