Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

20.04.2011
środa

Co robią polscy Indyanie

20 kwietnia 2011, środa,

W skrócie odpowiedź na tytułowe pytanie można by ująć tak: jeden rozwiązuje problemy pewnej miłośniczki kotów, drugi targuje się z handlarką opowieści, trzeci uczy węże polskiego, czwarty przygotowuje angielską wersję gry o wydarzeniach w śląskiej kopalni… Taki skrót byłby zagadką możliwą do rozszyfrowania przez wtajemniczonych, którzy interesują się polską sceną niezależną.

Nie da się ukryć, że przymiotnik „niezależny” (podobnie jak angielski „independent” i pokrewne „indy”, „indie”) w odniesieniu do gier oraz ich twórców stał się ostatnio niezwykle modny, wskutek czego gwałtownie się dewaluuje i traci znaczeniową precyzję. Wypada więc wyjaśnić, że niniejszym tekstem chcę zwrócić uwagę na osoby tworzące gry nakładem własnych sił, środków i talentu, samodzielnie lub w kilkuosobowych zespołach, oraz publikujące je w internecie bez pośrednictwa wydawców i dystrybutorów. Wybrałam z tego grona kilku autorów („Indyan”), którzy zdążyli już stworzyć coś ciekawego i wartościowego, więc im kibicuję i czekam na więcej.

Szczególnie interesują mnie amatorzy w pozytywnym znaczeniu tego słowa: ludzie niezwiązani zawodowo z branżą i traktujący tworzenie gier jako formę artystycznej ekspresji i hobbystyczną działalność o charakterze non profit. Zacznę jednak od przypomnienia autora niezależnej gry komercyjnej, ponieważ właśnie na łamach Technopolis pisałam swego czasu o jego debiucie (Downfall). Tak jak się odgrażał (o czym napomknęłam w zakończeniu artykułu), Remigiusz Michalski po raz kolejny spróbuje nami wstrząsnąć, podejmując poważną tematykę psychologiczną w konwencji horroru z elementami gore. Nawet jeśli się lekko wzdrygniemy – jedni na wzmiankę o gore, inni na myśl o poważnych tematach – obejrzyjmy koniecznie filmowy zwiastun The Cat Lady.

Tytułowa bohaterka to kobieta w średnim wieku, która po nieudanej próbie samobójczej wraca do życia z nadzieją odbudowania go na nowo. Spotka jednak na swej drodze kilka postaci, z których jedna okaże się sprzymierzeńcem, a pozostałe z jakichś powodów zechcą ją skrzywdzić. Tyle można wywnioskować z dość enigmatycznego zarysu fabuły, resztę dopowiada stylistyka zamieszczonego wyżej filmiku. Zgodnie z twórczym credo autora, gra powinna być przygodą intelektualną, opartą na złożonej fabule oraz bogatych w treści dialogach. Ma tym samym stanowić antidotum na schematyczną rozgrywkę wielkonakładowych tytułów, które poza zaawansowaną grafiką niewiele mają do zaofiarowania. Takie podejście podziela wielu z nas, a są i tacy (w tym niżej podpisana), których gry niezależne przyciągają także stroną wizualną, albowiem siła artystycznego wyrazu wcale nie jest wprost proporcjonalna do nakładów finansowych ani technologicznego zaplecza autorów.

Gdyby ktoś szukał rozrywki nieco lżejszej, choć niekoniecznie błahej, zapraszam dla odmiany na wycieczkę do świata wykreowanego przez Marka Rudowskiego – z wykształcenia doktora nauk chemicznych, z zamiłowania  grafika, projektanta ilustracji, autora komiksów oraz gier. On sam twierdzi, że nie ma w takim połączeniu nic dziwnego, bo zarówno praca w laboratorium, jak i twórczość wymagają  przede wszystkim wyobraźni. Od dawna nie aktualizował blogu poświęconego swej autorskiej grze The Trader of Stories, więc tymczasem polecam wykonaną przez niego we współpracy z Pastel Games grę przeglądarkową Bell’s Heart. Rzecz osadzona jest w uniwersum Handlarki Opowieści, a zarazem przedstawia jej tytułową postać o wdzięcznym imieniu Myosotis (po polsku: Niezapominajka). To kobieta, która straciła pamięć, a teraz próbuje odtworzyć wspomnienia, wysłuchując historii opowiadanych przez innych. Gra nic nie kosztuje, a w trakcie krótkiej rozgrywki  dostarczy estetycznej przyjemności i wzruszeń. Warto zauważyć urokliwe tła autorstwa Rudowskiego i poddać się kojącej atmosferze lirycznej, baśniowej opowieści.

Czy Państwo grali już w „snejki”? To nieformalne, niegramatyczne, niemal pieszczotliwe określenie Snakes of Avalon – jednej z najciekawszych darmowych gier przygodowych minionego roku. W tej właśnie kategorii uwzględniały ją w podsumowaniach światowe serwisy niezależnym grom poświęcone, a dostrzegły i doceniły w recenzjach także media głównego nurtu. Można by rzec, że to najlepsza polska przygodówka Anno 2010, gdyby nie fakt, że na razie ukazała się tylko w wersji angielskiej jako efekt współpracy polsko-kanadyjskiego zespołu w składzie Igor Hardy i Alex van der Wijst. Warto zaznaczyć, że nasz rodak odpowiada w tym tandemie za scenariusz, dialogi, programowanie.

O głównym bohaterze można powiedzieć, że niemalże mieszka w barze Avalon, gdzie zdecydowanie zbyt często pochyla się, a niekiedy nawet przysypia, nad kuflem piwa. Podobnie jak w teatrze, akcja toczy się w dusznej atmosferze jednej lokacji, która staje się sceną intrygi kryminalnej, jak i miejscem dramatycznych wydarzeń przywołanych w retrospekcji. Wizytę w Avalonie rekomenduję zwolennikom piwa, dekadencji, oparów absurdu, wisielczego poczucia humoru oraz tradycyjnego jazzu, który dzięki kompozycjom Thomasa Regina oraz kilku standardom pobrzmiewa w tle. Nie radzę jednak przesadzać z trunkami, by nie mieć potem kłopotów z opróżnianiem pęcherza, czego boleśnie doświadczył nasz bohater. 

Gra jest dostępna bezpłatnie, na razie tylko w angielskim oryginale, ale już wkrótce ukaże się wersja polska, a może nawet i niemiecka. Igor pracuje też nad innymi projektami, w tym swą autorską grą Frantic Franko. Trzeba tu koniecznie dodać, że nie skupia się wyłącznie na własnej twórczości, ale również bacznie przygląda się temu, co robią inni. Jego A Hardy Developer’s Journal to swego rodzaju środowiskowa kawiarenka odwiedzana przez „Indyan” z całego świata, a zarazem kopalnia wiedzy na temat twórców niezależnych, bogata w recenzje gier oraz wywiady z autorami (po angielsku).

Na koniec nazwisko, którego w tym tekście nie może zabraknąć: Marcin Drews – pisarz, muzyk, dziennikarz, wykładowca, autor niezapomnianego Magritte’a. Ta gra sprzed kilku lat nie miała szans stać się światową sensacją tylko dlatego, że ukazała się jedynie w polskiej wersji językowej. Nic dziwnego, powstała wszak w ramach licencjatu na polskiej uczelni, a działo się to na wstępnym etapie boomu na gry niezależne. Zanurzając się w magicznej atmosferze odrealnionego Wrocławia, zaludnionego postaciami i motywami z obrazów belgijskiego surrealisty, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że bawimy się orężem w walce „z analfabetyzmem informacyjnym i funkcjonalnym”. Sam autor dopiero później spostrzegł, że Magritte stał się fenomenem cyberkulturowym. Proces tworzenia gry spełnił bowiem ideę telepracy z „Trzeciej fali” Alvina Tofflera i zaświadczył o istnieniu globalnej wioski Marshalla McLuhana. Gra stała sie przy tym swoistym simulacrum Jeana Baudrillarda. Mało tego, współpraca przy tworzeniu tytułu potwierdziła to, co pisze Pierre Levy w „Drugim potopie” o cyberkulturze, jako odległej spadkobierczyni ideałów oświeceniowych.

Z tym większą niecierpliwością czekamy teraz na Distorted. Marcin Drews pozostaje wierny scenerii Dolnego Śląska, wykorzystując w nowym projekcie przetworzone  komputerowo zdjęcia autentycznych lokacji (polecam film o ich wyszukiwaniu). Wypadek w kopalni Rudna zainspirował go do podjęcia tematu miasta, gdzie po silnym tąpnięciu następują niepokojące wypadki: teren otacza wojsko, zanika łączność, pojawiają się anomalie pogodowe oraz inne trudne do wytłumaczenia zjawiska. Czy to zbiorowa halucynacja, czy też nastąpiło odkształcenie rzeczywistości – dowiemy się pewnie w trakcie gry. Polskie demo już ponoć gotowe, ale nauczony doświadczeniem autor tym razem każe nam czekać na wersję angielską, nad którą pracuje z grupą zapaleńców. Trzymam kciuki, bo dla mnie to najbardziej oczekiwana polska gra tego roku.

 tetelo

Polecamy także:

Festiwale Gier Niezależnych

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Fantastyczny tekst! A dokładniej temat! Nie miałem pojęcia o tym, że w Polsce robi się coś poza tymi wielkimi produkcjami jak Painkiller czy Wiedźmin, które zmuszają mnie po chamsku do wydania 3 tys. zł na nowy komputer – żebym mógł sobie trzy godziny postrzelać czy powywijać mieczykiem. Narzekałem, że nie ma mniejszych gier, ale nie każuali – gier, które wciągną, ale będą chodziły np. na laptopie. Lubię dobrą historię i uważam, że nie trzeba jej opowiadać tylko przez czterordzeniowe procesory i wypasione karty graficzne. O rynku indie przeczytałem dość niedawno na łamach CDA – stąd też poznałem już Magritta. Potem wygooglowałem parę wywiadów i wyszło, że autor zrobił to z drutu, dwóch gwoździ i spinacza – jak McGyver – bo nie miał ani dobrego aparatu, ani żadnych możliwości technicznych. A przecież gra wciąga i jest szaco! Teraz słyszę o Distorted, o Snakes of Avalon, o Downfall. Woooow, ludzie, kocham was! Nagle – jednego dnia – dowiaduję się, że są gry drugiego obiegu. Że są niepokorne historie i nieszablonowe pomysły! Szkoda tylko, że co miesiąc wydaję kupę szmalu na Play, CD Action, KŚ, PC Kurier i resztę pism, a w nich ani mru mru. A tutaj ZA DARMO mam artykuł napisany tak, jakby autor wiedział, czego bezskutecznie na rynku szukałem. Wielkie podziekowania!

  2. Pisanie o tym, o czy nie można przeczytać w CD Action jest naszą największą ambicją 😉 W tym miejscu pozwolę sobie zarekomendować blog autorki – http://tetelo.blox.pl/html. Tam Pan znajdzie znacznie więcej podobnych, niezwykle interesujących treści.
    Dziekuję za dobre słowo, pozdrawiam i zapraszam do odwiedzania Technopolis.
    JMD

  3. Zwiastun The Cat Lady kapitalny. Obejrzałem go już piąty czy szósty raz, a ciągle robi wrażenia, jak za pierwszym. Chciałbym, aby Polska stała takim właśnie takim dewelopingiem.

  4. Bardzo dziękuję za miłe słowa o mojej grze i blogu. Jeśli ktoś czekał na lokalizację, to polską wersję Snakes of Avalon można już sciągać ze strony Przygodoskopu:

    http://www.przygodoskop.pl/snakes_of_avalon_pl.htm

css.php