Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Technopolis - O grach z kulturą Technopolis - O grach z kulturą Technopolis - O grach z kulturą

10.08.2011
środa

„Trapped Dead” – recenzja gry

10 sierpnia 2011, środa,

Jeden pocisk w lewym

Przydałby nam się jeszcze jeden system ratingowy do gier komputerowych, ortogonalny do PEGI czy ESRB. Taki zabraniający sprzedaży tych naprawdę okropnych tytułów, które ogłupiają, wypaczają psychikę, wzbudzają w graczach agresję i generują pewne ilości wulgarnych wyrażeń. Dziś przedstawię jedną z takich pozycji: Trapped Dead, za którą pieniędzy nie wstydzi się brać firma Head Up Games.

Ponieważ okładka pudełka krzyczy, że to „NAJLEPSZA GRA AKCJI 2010, więcej na www.adgi.de”, co uważam za – eufemistycznie mówiąc – niezłą krotochwilę, pozwolę sobie opisać tę GRĘ AKCJI komentując inne informacje umieszczone na tym pudełku (wytłuszczonym drukiem):

„Cieknący” akcją, taktyczny survival RTS w świecie zombie!

Zdarzają się dobre i ciekawe filmy i gry o zombie, naprawdę. Niestety większość twórców zajmuje się tym tematem tylko dlatego, że scenarzyści nie są wystarczająco dobrzy, aby wpaść na jakikolwiek oryginalny pomysł. Nie ma akurat łatwiejszego rozwiązania, gdy chcemy postawić protagonistę (lub kilku) naprzeciwko dziesiątek, setek czy tysięcy przeciwników, niż umieszczenie akcji w samym środku apokalipsy zombiaków. I z takim właśnie przypadkiem bezrefleksyjnego wyładowania miasteczka nieumarłymi mamy do czynienia w Trapped Dead. Tym razem epidemia spowodowana jest genetycznie modyfikowaną kukurydzą, która… zresztą, zacytuję: „Siew nowego typu genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy spowodował powstanie nowego wirusa, który został zmutowany w trakcie naturalnego łańcucha pokarmowego. Pogryzienie przez psa zarażonego zwierzęcia wywołało wybuch wirusa, który szybko zaraził mieszkańców malowniczej prowincji.” (sic)

Ktoś może powiedzieć, że to tylko okładka, tam czasami teksty bywają bezsensowne („taktyczny RTS”, prawda). Problem jednak w tym, że w grze wcale nie jest mądrzej. Fabułka wygląda tak: przez miasto przejeżdża dwóch studentów, brakuje im benzyny, jeden z nich zostaje pogryziony przez zombiaka, drugi idzie szukać pomocy. Przebijając się przez dziesiątki wrogów znajduje lekarza na wózku, który gdzieś tam się schował. Pomaga mu i wracają do pozostawionego rannego. Wtem! Lekarz dobija biedaka z pistoletu. Trzymając na muszce naszego wkurzonego bohatera przekonuje go, że tak było lepiej i teraz muszą się trzymać razem. I tak sobie przechodzą kolejne lokacje, ratując w nich kilku kolejnych ocalałych.

Taktyczna gra z licznymi elementami grozy i zaskoczenia

Gdy pierwszy raz usłyszałem o Trapped Dead, miałem nadzieję na coś w stylu Fallout: Tactics (jeśli chodzi o sposób rozgrywki) albo jeszcze lepiej: Commandos – ot, prowadzi się kilka osób przez poszczególne poziomy, wydaje każdej z nich instrukcje itd… Tymczasem dostałem grę, w której taktyka praktycznie się nie liczy, a przejście kolejnych etapów polega na przebiciu się od jednej grupy przeciwników do następnej i załatwieniu wszystkiego co się rusza ciągle w ten sam sposób, bez odrobiny finezji. Przy czym swoich bohaterów trzeba cały czas pilnować, bo jeśli przegapi się jakiegoś zombiaka i doskoczy on do „tych dobrych”, będzie drapał jednego po drugim, a ci, bez naszego rozkazu ani nie wystrzelą, ani nawet o krok się nie przesuną. Zaś wspomniane elementy grozy i zaskoczenia następują wtedy, gdy któremuś ze swoich zapomnimy wydać rozkaz i będzie tak właśnie stał i patrzył. Albo gdy każemy mu gdzieś iść, a on wybierze najmniej oczekiwaną ścieżkę – akurat przez grupę stojących z boku wrogów.

Wciągająca, przerażająca i mrożąca krew w żyłach kinowa atmosfera

Jest taka scena w filmie Chłopaki nie płaczą, gdzie gangsterzy oglądają pełen dłużyzn dramat Smierć w Wenecji w nadziei na to, że w końcu gdzieś zacznie się jakaś akcja, no bo przecież tytuł zobowiązuje. Podobnie jest w Trapped Dead. Gra się dłuży, a elementy „mrożące krew w żyłach” polegają na tym, że jeśli z jakiegoś powodu coś nie wyjdzie i trzeba będzie rozpoczynać wszystko od początku. Nie ma bowiem możliwości zapisywania stanu rozgrywki w dowolnym momencie, a punkty kontrolne są po około cztery na mapę, rozmieszczone co jakieś 25 minut grania.

Ale oprócz podobnych niedoróbek koncepcyjnych grze nie brakuje również tych technicznych: bardzo się zdziwiłem, że w sumie prosta grafika, a nawet komiksowe, absolutnie nieruchome slajdy pomiędzy misjami powodowały, że moja może nie najnowsza, ale jednak ciągle przyzwoita karta graficzna zaczęła z przegrzania buczeć wiatrakami jak startujący helikopter. Do tej pory zdarzyło się to jej tylko na najwyższych detalach w Crysis 2, wszystkie Starcrafty, Fallouty czy Battlefieldy obsługiwała bez zająknięcia. Przy czym to nie jest tak, że pole gry jest jakoś szczególnie ruchliwe i jest dużo przeliczania. Po prostu program jest kiepsko napisany.

A jak już przy tym jesteśmy, to i sam interfejs użytkownika pozostawia wiele do życzenia: sterowanie jest zupełnie nieintuicyjne i inne od tego, do jakiego od lat przyzwyczajały nas rts-y. Wielokrotnie myliłem się próbując wykonać na przykład tak proste czynności jak rzut granatem. Algorytmy wyszukiwania ścieżek, zwłaszcza podczas wydawania rozkazów grupie, też potrafią bardzo niemile zaskoczyć. Zdecydowanie ta gra wymaga mocnych nerwów, jeśli chodzi o sterowanie.

Szczegółowo odwzorowane lokacje takie jak centrum handlowe, więzienie, złomowisko i inne.
Interaktywne i dynamiczne środowisko zawierające różne pułapki

Prawie wszystkie mapy są wykonane na jedno kopyto, monotonne i w gruncie rzeczy bez jakiejś głębszej idei. Zabawa w większości przypadków rozgrywa się na płaszczyźnie dwuwymiarowej – wysokość jest wprowadzana od święta i powoduje tylko, że bohaterami trudniej sterować, bo zaczynają się zacinać albo na przykład przestają przyjmować rozkazy otwarcia ognia, dopóki ich się trochę nie poprzestawia. Wspomniane pułapki to już zupełne nieporozumienie – od czasu do czasu można wysadzić jakąś gaśnicę, raz też znalazłem krzesło elektryczne, które po włączeniu raziło prądem znajdujące się dookoła zombiaki. Naprawdę, poziom upułapkowienia i uinteraktywnienia środowiska nie dorasta do pięt nasyceniu wybuchającymi beczkami pierwszego lepszego fps-a.

Ekscytujący tryb multiplayer

Ciężko powiedzieć, jak wygląda gra wieloosobowa, bo przy pobieraniu listy serwerów internetowych jedyna odpowiedź to „przekroczono limit czasu”. Można co prawda postawić własny serwer w sieci LAN albo w Internecie (przynajmniej jest taka opcja w menu), ale trzeba jeszcze mieć z kim zagrać. Być może szkoda, może choć tutaj gra rozwinęła by skrzydła i czymś zachwyciła?

Polska wersja językowa

O, to akurat jest łatwo ocenić: Sytuację opisaną na początku, gdy lekarz po zastrzeleniu naszego zakażonego przyjaciela trzyma nas na muszce pistoletu i mówi „I still got one bullet left”, przetłumaczono na „Jeden pocisk utkwił mi w lewym”. Wysoki Sądzie, nie mam więcej pytań.

Podsumowanie

Trapped Dead na pewno nie jest grą, którą mógłbym z czystym sumieniem komukolwiek polecić. Nie potrafię wytłumaczyć też, co kierowało ludźmi nazywającymi ten produkt „najlepszą grą akcji”. Ale cieszę się, że PEGI przyznało temu tytułowi kategorię 18+ z powodu przemocy (której tak naprawdę przesadnie pokazanej tam nie ma). W ten sposób (teoretycznie) nie sięgną po niego młodsi gracze, a starsi naprawdę mają szereg dużo lepszych pozycji do wyboru. Czy to jeśli chodzi o gry z zombiakami, czy gry akcji, czy gry taktyczne, czy z przemocą, czy wreszcie wszystko na raz.

Jakub Gwóźdź

Zalety?

Wady: Cały tekst jest o tym…

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. ?Jeden pocisk utkwił mi w lewym”

    Sakramentalne pytanie – kto to tłumaczył Czyżby „tłumacz” Braida?

  2. Nie wiem, kto dokładnie robił tłumaczenie Braida, ale ono nie było takie złe w porównaniu. Przynajmniej gramatycznie, interpunkcyjnie i stylistycznie jakoś to szło.

    A „Jedynym wyjściem, żeby nie zamienić się w zombie to śmierć” jakoś nie brzmi, prawda.

    Tłumaczenie zrobiła firma, która odpowiada za szereg innych lokalizacji w mniejszych grach, z których niektóre podobno nawet dobrze wyszły (mam w backlogu, więc nie sprawdziłem).

  3. Opis fabuły jakby żywcem przeniesiony z Nocy żywych Żydów 😀
    http://www.filmweb.pl/film/Noc+%C5%BCywych+%C5%BByd%C3%B3w-2008-496542

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Tłumaczenie zrobiła firma, która odpowiada za szereg innych lokalizacji w mniejszych grach, z których niektóre podobno nawet dobrze wyszły”

    A czy nazwa tej firmy to tajemnica?

    A co do tłumaczenia Braida, to chyba antyspam wyciął linka do krytki tego tłumaczenia na blogu zuomota. Może teraz nie wytnie (dodalem spacje), oto link:

    http: // zuomot .blox .pl/2011/01/Znajdz-dziesiec-roznic.html

  6. @Simplex, tak dzięki, wiem, znam tego zuomota, czasem piwo razem pijemy 🙂

    Nazwa firmy nie jest tajemnicą, ale chciałem najpierw przeprowadzić śledztwo w sprawie tego, kto popełnił tłumaczenie Braida – niestety nie przyniosło żadnych rezultatów i dalej nie wiem, kto dokonał tej zbrodni.

    A Trapped Dead przetłumaczyła firma Localsoft z Warszawy. Co ciekawe, oni robili między innymi również Tension, podobno nieźle przetłumaczone.

  7. Tłumaczenie Braid wykonała ta sama firma co wiele innych gier City Interactive, więc jest to Localsoft – zespół od Trapped Death. Mam znajomego w CI, więc to 100% pewna informacja 🙂 Localsoft robiło też Crash Time, Sinper Ghost Warrior i kilka innych, średnio zlokalizowanych tytułów.

css.php