Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Technopolis - O grach z kulturą Technopolis - O grach z kulturą Technopolis - O grach z kulturą

29.08.2008
piątek

WALL.E – recenzja gry

29 sierpnia 2008, piątek,

ROMEO NA GĄSIENICACH

„Kupuj dzieciom gry dla dzieci” – takie hasło znajdziemy na pudełku gry „WALL.E”, wydanej niedawno przez CD Projekt. Zdanie to jest zapowiedzią akcji marketingowej, która ma przekonać rodziców do staranniejszego wybierania programów komputerowych dla maluchów. I bardzo słusznie – bo zamiast kropić PC-ty wodą święconą w obawie przed szkodliwymi konsekwencjami komputerowej rozrywki, trzeba po prostu zwracać uwagę w co grają nasi milusińscy.

„WALL.E” to jeden z tych programów, które pojawiają się w okolicach głośnych, kinowych premier. Fabuła gry niewiele różni się od filmowego pierwowzoru. Opowiada o przygodach sympatycznego robocika – sprzątacza, od siedmiuset lat usiłującego uporządkować naszą planetę. WALL.E (czyli Wysypiskowy Automat Likwidująco Lewarujący E klasy), mimo że dawno utracił wszystkich swoich towarzyszy, nie ustaje w wysiłkach, by wykonać zadanie na pozór niewykonalne – posegregować, zamienić w kubiki i ustawić w pryzmy wszystkie śmieci świata (ograniczającego się jednak, jak się wydaje, do jakiegoś niezidentyfikowanego amerykańskiego miasta).
 


Sceen z gry „WALL.E”

Robot, dzielny i sumienny, czuje się jednak przejmująco samotny. Aż wreszcie – jak to w takich opowieściach bywa – pewnego dnia pojawi się w jego mechaniczno – gąsienicowym życiu cud robot-dziewczyna. Oczywiście o imieniu EWA. Choć EWA to robocica zupełnie innej generacji (zamiast hałaśliwych gąsienic ma „antygrawy”, a jej aerodynamiczny kadłub lśni dziewiczą bielą), z jakiegoś powodu niezgrabny WALL.E przypadnie jej do, hm, powiedzmy – głównego rdzenia procesora.

Nasz sympatyczny i zakurzony bohater byłby zapewne z nią bardzo szczęśliwy, ale EWA nie przybyła na Ziemię po to, by z nim poromansować, ale by odnaleźć choć jedną żywą roślinę, a wraz z nią dowód, że nasza planeta nadaje się do ponownego zamieszkania. Kiedy się to stanie, twarda, zaprogramowana konieczność zmusi ją do powrotu do statku bazy i złożenia meldunku. A WALL.E, nie namyślając się długo, ruszy w przestrzeń za swoją wybranką. I tu dopiero zaczyna się prawdziwa intryga – okaże się, że nie wszystkim zależy, by powrócić na (niegdyś) błękitną planetę.


Sceen z gry „WALL.E”

„WALL.E” to typowa zręcznościówka, złożona z aż 28 poziomów. Zadaniem gracza jest przejście z jednego do drugiego końca planszy. Sympatyczny robocik jeździ, skacze nad przepaściami, przesuwa aktywne elementy środowiska gry, czasem czymś rzuca albo strzela laserem. Część misji musimy wykonać na czas, na przykład uciekając przed piaskową burzą albo goniąc uciekającą EWĘ. Mimo że gra przeznaczona jest dla młodszych użytkowników, miejscami (szczególnie, gdy rozgrywka staje się wyścigiem) wcale nie jest łatwa – bardzo wątpię, czy sześciolatek jest w stanie poradzić sobie z nią bez pomocy kogoś starszego.

 

Jak na program dla dzieci, „WALL.E” ma też dość dziwną szatę graficzną – pierwsze poziomy przypominają świat „Fallouta”, następne, których akcja przenosi się na pokład kosmicznego liniowca Aksjomat, wyglądają gdzieniegdzie niemal jak żywcem przeniesione z „Portalu”. Jeśli to przejaw poczucia humoru twórców – najmłodsi raczej nie zdołają tego docenić.

Tradycyjnie dla tego typu gier, kłopoty sprawia „swobodna kamera”, często, zwłaszcza w bardziej dynamicznych momentach, utrudniająca sterowanie i zorientowanie się gdzie w ogóle jesteśmy. Samo zaś sterowanie, o ile chcemy używać wyłącznie klawiatury i myszy, też do najłatwiejszych nie należy. W tym miejscu trzeba jednak dodać, że producent rekomenduje kontroler Xbox 360. Nie miałem okazji sprawdzić, ale zapewne słusznie.

Bardzo dopracowane są za to takie elementy jak menu programu – to ważne, bo z tego poziomu mamy dostęp do wielu dodatkowych opcji – miedzy innymi filmów – fragmentów kinowego pierwowzoru, kodów ułatwień, kupowanych za zdobyte przez nas punkty czy licznych minigier. Ponadto przyjemna jest filmowa muzyka. Warto też dodać, że program, mimo mnogości różnych elementów graficznych, działa płynnie i bez irytujących zacięć.

Podsumowując – „WALL.E” jest typowym przedstawicielem gatunku gier wspierających promocję kinowych obrazów, z wszystkimi zaletami (historią, bohaterem, muzyką) i wadami takich produkcji. Największym minusem tego dość sympatycznego programu jest brak zdecydowania twórców, do kogo właściwie jest adresowany, co zapewne wynika z chęci trafienia do jak najszerszego spektrum odbiorców. W efekcie nie jest to gra ani dla najmłodszych (bo za trudna), ani dla starszych (bo za prosta). Ale jeśli komuś bardzo podobał się film, to czemu nie?

Jan M. Długosz
 
Ocena: 3/6

Zalety: Bohater, różnorodność poziomów, muzyka, minigry.
Wady: Za trudna dla najmłodszych, grafika, sterowanie i kłopoty z kamerą.

Dla rodziców: Gra „WALL.E” nie ma ograniczeń wiekowych (PEGI 3+), ale dla dzieci młodszych niż 7-letnie może być za trudna.

Minimalne wymagania sprzętowe gry WALL.E: Procesor Pentium 4 1,5 GHz, 256 MB pamięci RAM, karta graficzna obsługująca Pixel Shader 2.0, 2 GB wolnej przestrzeni na dysku twardym.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. ja chcę tą grę!!!!!!!!!!!!!!!!

css.php