28.11.2006
wtorek

Drugi dom

28 listopada 2006, wtorek,

Supernowa_pop.jpg

DRUGI DOM 

Czy jest ktoś taki, kto choć na chwilę nie chciałby się przenieść „tak naprawdę” do Śródziemia stworzonego przez J.R.R. Tolkiena? Albo grając w „Dooma” – samemu przeczesywać teren z karabinem i rozglądać się za przeciwnikami, zamiast sterować postacią za pomocą myszki i klawiatury?

Ja bym chciał. Jak na razie mogę o tym jedynie poczytać, gdyż tematyka w pełni odczuwalnej wirtualnej rzeczywistości i gier sieciowych coraz częściej inspiruje pisarzy. Szczególnie polecam książkę Siergieja Łukianienki „Labirynt odbić”, pierwszą cześć dylogii. Rosyjski pisarz sugestywnie zaprezentował w niej świat, który zmienił się radykalnie w wyniku przypadkowego stworzenia programu umożliwiającego użytkownikom „wejście” do wirtualnej rzeczywistości.

Nastąpił koniec prymitywnego grania, gapienia się w monitor i czatowania ze znajomymi. Nastała Głębia. Szczególnie miłośnicy „Dooma” powinni przeczytać „Labirynt odbić”, wokół tej gry bowiem rozgrywa się akcja.

Polska też ma się kim pochwalić. Marcin Przybyłek nakładem wydawnictwa superNOWA zaprezentował dwa lata temu dwanaście połączonych ze sobą opowiadań „Gamedec. Granica rzeczywistości”, a teraz wydał powieść „Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw”. Od razu zaznaczę – obie książki czyta się z przyjemnością.

Przybyłek opisuje XXII wiek, w którym świat rzeczywisty istnieje na równych prawach z wirtualnym, a ten z kolei dzieli się na szereg innych – świat fantasy, grozy, dla zakochanych, lubiących polowania – podobnie jak u Łukianienki. Przy tej mnogości możliwych do odwiedzenia miejsc rzeczywistość zostaje zredukowana do miejsca, w którym trzeba biologicznie żyć. Wspaniałe przygody, fantastyczni ludzie, niesamowite przeżycia – to wszystko znajduje się w Sieci!

Marcin Przybyłek, z zawodu psychiatra, opisując przygody Torkila Aymore’a, „gierczanego” detektywa – tytułowego gamedeca, stawia przy okazji pytania. Kim staniemy się w świecie, gdzie trudno odróżnić człowieka od jego doskonalszego (choć wirtualnego) odpowiednika; w świecie, w którym można się zakochać w postaci w ogóle nie mającej ciała w realnej rzeczywistości. „Moja Anna wyewoluowała z kreseczki odbijającej piłeczkę” – uświadamia sobie w jednym z opowiadań Torkil. W „Sprzedawcy lokomotyw” pojawiają się kolejne pytania. Gdzie lepiej żyć? W świecie wirtualnym czy realnym? Jak organizować społeczeństwo, które składa się z ludzi długowiecznych, czy nawet – nieśmiertelnych?

Podczas czytania nurtowało mnie, czy sam chciałbym dożyć czasów, kiedy gracz będzie miał wrażenie rzeczywistego przebywania w grze? W udzieleniu odpowiedzi na to pytanie pomogła mi masowa gra sieciowa (tzw. MMO) „World of Warcraft”, która dla wielu stała się wręcz drugim domem. W pewnym momencie była też i moim. Gdyby była możliwość pełnego odczuwania świata Azeroth, czy zawahałbym się z niej skorzystać? Myślę, że nie. A Wy?

Wojciech Krusiński

css.php